Oficjalny serwis miejscowości Komorów



Menu: O Komorowie
» Historia Komorowa
» Zabytkowy Komorów nowe
» Dzienniki Marii Dąbrowskiej
» Rodzina Markowicza
» Maria Dąbrowska
» Mieszkańcy
» O Komorowie
» Biblioteka publiczna
» Szkoła
» Środki komunikacji
» Mapa Komorowa
» Galeria zdjęć Komorowa
» Prognoza pogody

Menu: Wydarzenia
» Wszystkie wydarzenia
» Kalendarium
» Kultura
» Sport
» Forum mieszkańców

Menu: Zarząd Osiedla
» Informacje o Zarządzie
» Kontakt z Zarządem
» Statut
» Uchwały mieszkańców
» Uchwały Zarządu
» Protokoły
» Archiwum poprzednich Zarządów

Menu: Instytucje
» Gmina Michałowice
» Urząd Pocztowy
» Urząd Skarbowy
» Linki
» Katalog firm

Menu: Społeczności
» Komorowskie ZHR
» Kulturalny Komorów
» Stowarzyszenie K40






29.III - 19.III.1965

29.III.1964 Niedziela Wielkanocna
Rano już o wpół do czwartej, zaczęła się kalichlorikumowa rezurekcyjna kanonada potężniejsza niż kiedykolwiek. Podobnie jak w zeszłym roku Dyl zaraz przybiegł do mnie w panice. Ziajał jak szalony, serce mu łomotało, cały dygotał i chował się do mnie na poduszkę. Ponieważ kanonada trwała długo jeszcze po rezurekcji i huki były coraz bliższe, bojąc się, aby po prostu nie padł z przerażenia, dałam mu tabletkę meprobamatu (skoro doktor Migdalska /Zofia Migdalska, doktor medycyny, docent w Klinice Neurologicznej AM w Warszawie. Mieszkała jakiś czas w Komorowie/ daje go swojemu foksterierowi). Ale i to niewiele pomogło, dopiero koło dziewiątej usnął i spał całe przedpołudnie! O wpół do pierwszej przyjechali Lipkowie z dziećmi. Miałam trochę tremę, jak „wypadną” te dzieci, ale dzieci okazały się przeurocze, zarówno Janek, jak Agnieszka, może zwłaszcza 3-letnia Agnieszka. Najprzyjemniejsze dla mnie było, że w ogóle nie chciały wyjeżdżać. „My tu zostaniemy” – wołały.

29.V.!964 piątek
Znudziło mi się pisanie. Po raz nie wiem już który nudzi mnie i ten dziennik. Doszłam do wniosku, że wrocławska maszynka wypowiada już służbę. Kupiłam więc kosę za… 150 zł! Mela triumfuje z racji tego powrotu do dawności, która okazała się praktyczniejsza (Mela nigdy nie chciała tknąć maszynki – nie cierpiała jej). A mnie przeszkadza jej hałas – kosa tnie cicho. Koniec końców jednak wskutek upadku sił uzależniam się coraz bardziej od Kalibana.
Wszyscy powtarzają absurdalną plotkę, że Gomółka z Gomółkową byli u mnie w Komorowie. Kiedy zaprzeczam tej oczywistej nieprawdzie, patrzą na mnie z niedowierzaniem.

23.VI.1964 wtorek
W sobotę po południu przyszedł raptem młody wikary. Jest tutaj rok i właśnie opuszcza Komorów, przenosząc się do Skierniewic. Wikarzy zmieniają się tu tak często, że poznaję już chyba czwartego, a paru w ogóle nie poznałam. Ten twierdzi, że „ludzie tu jacyś obcy, niedobrzy”, a podobno z naszym proboszczem współżycie nie jest łatwe. Nazywa się Zdzisław Zdanowicz, jest z Białegostoku. Przyniósł trzy pierwsze tomy „Nocy i dni” z prośbą o dedykację. Powiedział: - „Podobno jest nowe wydanie w twardej oprawie, bardzo ładne, ale ja nie wiedziałem i kupiłem to”. „Tak – mówię – ale tamto jest bardzo drogie, kosztuje 150 zł, a to – 60”. „Ach – powiada – kupiłbym i takie drogie”. Jedno „kupił dla siebie, dwa dla swoich przyjaciół – księży. Nie wiem, czemu zawdzięczam, że księża zaczęli kupować „Noce i dnie”. Pewno wywiadowi prasowemu w „Tygodniku Powszechnym”.

26.VII.1964 niedziela
Imieniny Anny. Tym razem Komorów obesłał ją kwiatami. Pani Słomkiewicz już wcześnie rano ofiarowała jej róże, p.Harna, który przyszedł z torcikiem malinowym z pianką, przyniósł też róże, nawet ci mili sąsiedzi „spod kościoła” pp. Kasprowiczowi, przynosząc zamówione maliny i poziomki w wielkiej obfitości, przynieśli (ściślej mówiąc ona – b. miła) także róże, a potem ni stąd, ni zowąd Tola Pęska przysłała czarnych, arcydojrzałych, słodkich czereśni i parę kwiatków (rumianków i cynii) z ich zapuszczonego ogrodu.
W sumie te imieniny były pod jakąś dobrą gwiazdą-darów, możliwości, możliwości zmartwychwstań.

Komorów. 1.VIII.1964 sobota
Jakże ożywczo działa na mnie pobyt w mieście, jak wielki błąd zrobiłam zamieszkawszy na resztę życia w pustynnym Komorowie, jak bardzo mnie to zmęczyło i sparaliżowało psychicznie. A odrobić tego – niestety – nie miałabym już siły.



W Komorowie

3.VIII.1964 poniedziałek
Wszystko bym jakoś znosiła, żeby nie ten huk w głowie i w uchu, nie to przyspieszone tętno, nie ta świadomość, że tak daleko posunięta skleroza to taki sam wyrok śmierci jak rak. Nieuchronnym jej końcem jest śmierć, na którą powinnam być przygotowana, bo przecież przeszła już wszystkie terminy śmierci w mojej rodzinie, w której nikt nie dożył 74 lat.
I żeby nie ta zupełna utrata chęci i możności pracy! Te siedem lat Komorowa zostały w sensie pracy zmarnowane.

17.VIII.1964
Przed zaśnięciem, czytam jeszcze trzy zaległe numery „Tygodnika Powszechnego”. Niesłychanie ciekawa historia oddziału powstańczego na Ochocie, który – zdziesiątkowany, bez możności porozumienia się z dowództwem okręgu – wychodzi torem EKD z Warszawy. Po drodze stacza dwie potyczki z posterunkami niemieckimi, 2 sierpnia toczy krwawą bitwę pod Pęcinami, gdzie poniesiono duże straty. Jego resztka powraca okólną drogą do Warszawy i bierze udział w powstańczej obronie Mokotowa. Ile jest jeszcze nie znanych szczegółów w bezprzykładnym bohaterstwie powstańców.

19.III.1965 piątek
Miałam w tym potępieńczym ostatnim tygodniu colimycynowym najdziwniejsze w moim życiu zdarzenie. Śniło mi się, że w tropikalnej dżungli muszę uciekać przed stadem słoni. Pokój był w jakimś bungalow i zarazem pokojem w Lecznicy, a jednocześnie pokojem w Komorowie. Chcę również ocalić Annę. Otwieram okienniczkę w miniaturowym okienku w ścianie nad łóżkiem, którego okienka nie ma ani w Komorowie, ani tu w Lecznicy, lecz ponieważ w Komorowie nasze pokoje przytykają do siebie i Anna nieraz mówi, że zrobimy w ścianie okienko, żebyśmy mogły rano ze sobą rozmawiać – bo i śpimy tam właśnie po obu stronach jednej ściany; więc w tym śnie takie okienko się zrealizowało i stukam w nie, ale nikt nie odpowiada. Widzę z daleka, jak dżunglą przemyka się Anna okryta szlafrokiem komorowskim. Przypominam sobie, że mam też szlafrok w szafie, otwieram szafę, kładę szlafrok i wychodzę.
Na Niepodległości Egon zachorował. W Komorowie kładą nową blachę na dach.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Allowed HTML tags: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Image links with 'rel="lightbox"' in the tag will appear in a Lightbox when clicked on.

Więcej informacji na temat formatowania



Komorów zagrożony




Blok: Odpowiedzi

Logowanie


© by Rafał Madycki 2005-2007. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kontakt: admin@komorow.net