31.V.1963 piątek
Dziś rano zdobyłam się wreszcie na wizytę u tutejszego proboszcza, ks. kanonika Józefa Jakubczyka. I nie żałuję tego. Dowiedziałam się trochę o kapucynach i podziwiałam mnóstwo winogron już z owocami.
22.VII.1963 poniedziałek
O dwunastej przychodzi Maja Komorowska /Maja Komorowska – Tyszkiewicz. (ur. 1937), aktorka teatralna i filmowa. Ukończyła wydział lalkarski krakowskiej PWST. Debiutowała w 1960 w Teatrze Aktora i Lalki w Krakowie. W l. 1961-68 należała do zespołu Teatru 13 rzędów w Opolu i Teatru Laboratorium we Wrocławiu. Od 1972 pracuje w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Wiele głośnych ról filmowych. Mieszkała w dzieciństwie w Komorowie/. Należała do teatru „13 rzędów” w Opolu. Ten teatr się rozprzęga, będzie pewno zamknięty ze względu na nową politykę kulturalną, politykę szmiry. Została bez miejsca, ma pięciomiesięcznego synka. Ona skończyła szkołę teatralną w Krakowie, ale wydział teatrów lalkowych. Do eksperymentalnych „13 rzędów” ją przyjęto, ale Warszawa wymaga dla przyjęcia na etat – dyplomu. W związku z tym telefonuję do Kreczmara – niestety, na czwarty rok w PIST-cie nie przyjmują; radzi, żeby zdawała jako ekstern, daje wskazówki, gdzie się z tym zwrócić. Już po telefonie pani Maja mówi, że wedle tego, co jej powiedziano, jako eksterni mają prawo zdawać tylko ci, co po trzecim roku PIST-u mają poprawki. Przewodniczącym Komisji Egzaminacyjnej eksternów jest Bohdan Korzeniowski, dzwonię więc do niego, ale nikt się nie odzywa. Słowem, klops.
25.VII.1963 czwartek
Wczoraj wpadła na chwilę Maja Komorowska ze swoim synem Pawłem /Paweł Tyszkiewicz (Ur. 1963, studiował filozofię na ATK w Warszawie/. Co za urocze niemowlę. Na ogół nie lubię dzieci, ale podziwiam, że ludzie chcą je rodzić, ale takie dziecko jak ten Paweł to każdy chciałby mieć. Skrzeczy, wyciąga ręce do każdego i bez ustanku do każdego prześlicznie się uśmiecha. Jak od razu w niemowlęciu widać, jaką będzie miało w przyszłości postawę wobec świata i ludzi.
26.VII.1963 piątek
Imieniny Anny. Przyjechała już rano ugotowana z dusznego upału. Byli tylko: Maja Komorowska z matką /Irena Komorowska (1913-1975), bliskie sąsiadki, odwiedzały się wzajemnie z Dąbrowską/, Terleccy /Lucyna Terlecka z d. Basaj (ur.1930), żona pisarza Władysława. Studia polonistyczne ukończyła na KUL. Pracowała w redakcji WTK we Wrocławiu. Od 1956 wraz mężem zamieszkali w Komorowie: w l. 1956-59 pracowała w PAX-ie, od 1964 w Wydawnictwie Spółdzielczym/ i mieli być Lipkowie, ale on wyjechał służbowo, a Ela zjawiła się (wskutek prac popołudniowych) dopiero około siódmej. Tak, że zapowiadający się ładnie „podwieczorek młodych” (mieli być jeszcze Bogdańscy, ale jej wypadł „ostry dyżur”) był trochę kusy, ale mimo to przyjemny i nie nudny.

Stacja WKD
22.XII.1963 niedziela
Dziś w południowym koncercie radiowym Beethoven i Mozart – symfonia Es-dur. Zawsze z rozkoszą słucham i Beethovena i Mozarta. A jednak to brzmi już coraz bardziej jak muzyka z gwiazd, jak wzruszająca praprzeszłość. Niemożliwe już dziś tak tworzyć, choć może to był muzyki wiek złoty.
Od tego ponurego pobytu w Warszawie przed dwoma czy trzema tygodniami miewam po dwa razy na dobę ataki takiego ciśnienia z sensacjami w głowie nigdy dotąd w życiu nie doznawanymi. Jednej nocy tak mi było źle, że Mela wezwała pogotowie. Potem był Ancerewicz /Mieczysław Ancerewicz (1897-1983), lekarz chorób kobiecych i internista. Ukończył wydział lekarski na UW. Przed wojną w Sochaczewie. Od 1950 mieszkał w Komorowie i prowadził tutejszy ośrodek zdrowia/. Dawali mi largactil, jaki się daje wariatom. Następne ataki wytrzymywałam już nikogo nie wzywając, ale dziś w nocy napisałam moją ostatnią wolę.
Nie jestem w stanie niczego znieść, ale to tylko dowód, że postronki życia całkiem się już wytarły, i pyłku nie mogę udźwignąć, a tu trzeba dźwigać takiego kolosa.
31.I.1964 piątek
Kręcę się tylko po samym Komorowie, wciąż w kółko. Zabieram nawet Dyla, ale mnie męczy, bo rzuca się gryźć małe psy i warczy na dzieci. To brzydka cecha charakteru w tym tak łagodnym, przyjaznym, bojaźliwym piesku. Muszę go wziąć chyba na smycz. Puszczam go ze smyczą luźno wiszącą. Kiedy zacznie biegać galopem, potrafi tę smycz splątać na kilka węzłów. Na szczęście jest na tyle posłuszny, że na gwizdek wraca, nawet od spotkanego psa, już obchodzonego na sztywnych nogach z bojowym warczeniem. Trudniej gdy się już gryzie.










Dodaj nową odpowiedź