Oficjalny serwis miejscowości Komorów



Menu: O Komorowie
» Historia Komorowa
» Zabytkowy Komorów nowe
» Dzienniki Marii Dąbrowskiej
» Rodzina Markowicza
» Maria Dąbrowska
» Mieszkańcy
» O Komorowie
» Biblioteka publiczna
» Szkoła
» Środki komunikacji
» Mapa Komorowa
» Galeria zdjęć Komorowa
» Prognoza pogody

Menu: Wydarzenia
» Wszystkie wydarzenia
» Kalendarium
» Kultura
» Sport
» Forum mieszkańców

Menu: Zarząd Osiedla
» Informacje o Zarządzie
» Kontakt z Zarządem
» Statut
» Uchwały mieszkańców
» Uchwały Zarządu
» Protokoły
» Archiwum poprzednich Zarządów

Menu: Instytucje
» Gmina Michałowice
» Urząd Pocztowy
» Urząd Skarbowy
» Linki
» Katalog firm

Menu: Społeczności
» Komorowskie ZHR
» Kulturalny Komorów
» Stowarzyszenie K40






6.II - 13.XII.1961

6.II.1961 poniedziałek
Pani Jakubowska /Władysława Jakubowska; w pierwszych latach mieszkania Dąbrowskiej w Komorowie jej codziennie dochodząca pomocnica/ funkcjonuje bardzo poprawnie. Siadam więc do maszyny, pewnego cichego przedpołudnia. Ale wciąż mi przerywają. Przyszedł listonosz, który nigdy nie zamyka za sobą furtki, zaraz więc uciekł Dyl. Przyszedł ogrodnik, że chce już przycinać drzewka. Telefonował „Przegląd Kulturalny”, że chce zapowiedzieć moją powieść, bo to dla nich „wielka reklama”. Nie zabroniłam stanowczo, ale uprzedziłam, że to jeszcze nieprędko. Może to będzie ten bodziec, którego mi potrzeba, żeby wreszcie coś zrobić z tą powieścią.

Komorów. 15.II.1961 środa
Rano o wpół do dziewiątej pojechałyśmy z p.Hanią na stację EKD. Było słońce i błękit, ale jakoś ciemnawo, pejzaż miasta jakby widziany przez zaciemniające na liliowo okulary. Zobaczyłyśmy paru kolejarzy z okopconymi szkiełkami patrzących w słońce. Przypomniało mi się, że to miało dzisiaj być zaćmienie słońca widziane w Polsce prawie w dziewięćdziesięciu procentach. Kolejarze użyczyli nam szkiełka, zobaczyłyśmy słońce w postaci sierpa niby księżycowego. I w tym półliliowym niby świecie, choć już był biały dzień, przebyłyśmy podróż do Komorowa. Ale nie zdawało mi się, aby ktokolwiek z mnóstwa na ulicach i w kolejce ludzi interesował się tym zjawiskiem lub w ogóle je zauważył. Nie zauważyła go też Anna, z którą rozmawiałam telefonicznie wieczorem.

21.II.1961 wtorek
Na całe popołudnie miałam się zamknąć i przykładnie zacząć „ostatnie dzieło mego życia”. Nic z tego. Przyszli dekarze reperować dach; przyszedł ogrodnik /Władysław Smoluch, pomagał Dąbrowskiej w ogrodzie/ (ten rozgadany człowiek, wściekle zarozumiały) i przyszedł wreszcie Czesław /Czesław Śliwiński, zarobkował dorywczymi pracami/, żeby powiedzieć, że jutro albo pojutrze przyjdzie rąbać drzewo.

26.II.1961 niedziela
Zrobiliśmy spacer do lasu. Już pod koniec powrotnej drogi, jeszcze w lesie wypadł jakiś kundlowaty szpic i przy pozorach zwykłego powitania rzucił się na Dyla, od razu wtłoczył go pod siebie i zaczął gryźć. Anna trzymała mnie za połę, żebym znów nie została pogryziona.



Ostatnia kartka

Komorów 6.V.1961 sobota
Śpieszyłam do Komorowa wbrew zaleceniom lekarzy, aby jeszcze złapać resztę wiosny. Ale wszystko najpiękniejsze już się stało. W ogrodzie gęsta, „dorosła” i letnia zieleń, tyle tylko, że jeszcze trochę świeżobarwna. Lecz na brzozach już i kolor liści jak w lipcu. Jedynie tulipany.
Tulipany zakwitły jak nigdy. Pierwszy raz tak obficie – aż krzyknęłam z zachwytu, ale już o piątej położyłam się zmęczona do łóżka.

7.V.1961 niedziela
Obudziłam się i do okna – spojrzeć na przepych tulipanów. Niestety, Niestety w nocy złodziej zerwał je niemal wszystkie, powyrywał nawet niektóre cebulki. Aż mi się serce zacisnęło – nie tylko z żalu po kwiatach, ale ze zgryzoty jakiejś ogólniejszej natury.
Żyjemy w niewoli barbarzyństwa, ciemnoty, brudu i złodziejstwa. I tej niewoli nikt nie dostrzega , a więc jest najniebezpieczniejsza. Teraz złodziej sprzedaje moje tulipany na św. Stanisława!

1.VI.1961 czwartek, Boże Ciało
Ponieważ koło nas jest ołtarz i Jakubowską p. Albin /Józef Albin, kierownik składu opałowego w Pruszkowie/ poprosił o uprasowanie czerwonej materii i o wodę do kwiatów – wyszłam o dwunastej na procesję i przeszłam przez dwa ołtarze. Śpiewano „U drzwi Twoich stoję, Panie”, co zawsze pamiętałam jako pieśń pogrzebową i adwentową.

13.XII.1961 czwartek
Czy mam jeszcze podjąć przerwany od przeszło dwu miesięcy dziennik /Dąbrowska przerwała pisanie Dziennika wskutek intensywnie od sierpnia prowadzonej pracy nad powieścią „Przygody człowieka myślącego”/?
Tyle się działo przez ten czas, co rzadko kiedy. I de publicis, i osobiście. Najgorsze, że od półtora miesiąca wciąż choruję. Ataki gorączki do blisko 40 st. I ta straszliwa samotność w chorobie – coś, co zaznaję pierwszy raz w życiu.
Une tristesse atroce.
Jestem teraz urządzona. Mam Litwinkę Melanię Andruszkiewicz /Melania Andruszkiewicz (ur.1910), zwana Melą. Pochodzi z Wilna. Od 9 roku życia w służbie. W !957 repatriowała do siostry, do Białogardu. Powróciwszy do Warszawy trafiła do domu na Nie[odległości. Od 1961 do końca życia Dąbrowskiej prowadziła dom w Komorowie, zaskarbiając sobie jej wdzięczność/ - na stałe. Zdaje się, że zacny nabytek. Oby się trzymała na dłużej tego domu!

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Allowed HTML tags: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Image links with 'rel="lightbox"' in the tag will appear in a Lightbox when clicked on.

Więcej informacji na temat formatowania



Komorów zagrożony




Blok: Odpowiedzi

Logowanie


© by Rafał Madycki 2005-2007. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kontakt: admin@komorow.net