22.VIII.1960 - 12.I.1961

22.VIII.1960 poniedziałek
Wymierzyli mi podatek wyrównawczy w wysokości 28 268 zł. Mój Boże, te pieniądze będą zmarnowane lub też prze kogoś ukradzione. O ile wolałabym móc włożyć je np. w melioracje osiedla Komorów. Nie tylko mojego domu, ale w ogóle Komorowa dotyczące

Komorów. 28.VIII.1960 niedziela
Po obiedzie wyruszyłyśmy z p.Hanią kolejką do Komorowa. Anna powitała mnie przepięknym bukietem gladiolusów. Stoi w moim pokoju jak rozłożysta katedra – różowo-biało-purpurowa; olbrzymie kwiaty, tęgie grube łodygi.

Komorów. 4.XII.1960 niedziela
Spotkał mnie najdziwniejszy wypadek mego życia. Wracałyśmy z Anną ze spaceru po lesie. Anna mówiła: „Jednak błogosławić trzeba ten Komorów. Przecież tu dopiero przyszłaś do siebie”. _ Tak, od kilku dni czuję, że zaczynam przychodzić do nadziei wyzdrowienia”.
W tejże chwili na rogu Konopnickiej i Sportowej wypadł skądciś ogromny wilk, rzucił się na Dyla i zaczął tak nim szarpać, gryźć, dusić, przygniatać…. Dyl skowyczał i jęczał jak nigdy, a tak był ogłupiały, że nie był w stanie on, taki chybki, mu uciec. Rzuciłam się do tych psów, żeby Dyla spod kłów tego wilczura wydobyć. To trwało tylko minutę. Zaatakowany przez nas laskami wilk znikł. Ja zobaczyłam, że mam rękę zalaną krwią. Rozorał mi kłem całą rękę na przegubie.

27.XII.1960 wtorek
W drugie święto byłam o dziesiątej na mszy. Msza przy ołtarzu była cicha – chór śpiewał kolędy, ale też trochę fałszował. Kościół wtórował fałszywie tylko kolędom „Bóg się rodzi”, „W żłobie leży” i „Przybieżeli do Betlejem pasterze”. Innych już nie znają. Kazanie wygłosił, zdaje się, stary proboszcz, w tłoku nie widziałam. Mówił defetystycznie, wzywał do aktywności religijnej, jakby komunista wzywał do aktywności partyjnej. Ewangelia była o św. Szczepanie, pierwszym męczenniku Kościoła. Ze mszy poszłam do Toli Pęskiej.



Maria Dąbrowska - rok 1963

7.I.1961 sobota
Zapomniałam odnotować jednej rzeczy, która bardzo zaważyła na moim „komorowskim” samopoczuciu. Kiedy w okresie świąt poszłyśmy z Anną naszą „klasyczną” drogą do lasu – nagle katastrofa.
Najpiękniejsza część lasu, wspaniały starodrzew dębowy wycięty! Leżą pnie, nawet krzewy powycinane. Pustynia na miejscu, które odkryłyśmy jako największy skarb Komorowa, jako najpiękniejszą część lasu. Jak to możliwe – gdy mowa o zadrzewianiu, zalesianiu – tak barbarzyńsko i całkowicie wyciąć wspaniały las. Tam najwięcej kosów i wilg, i szpaków gwizdało. Jakże piękne były te dęby. One – nie dom – były prawdziwą moją własnością w Komorowie. Skradziono mi, zniszczono ten cudny las – i to już na zawsze. Już nikt z nas nie zobaczy tych dębów. Płakać mi się chciało bezsilnego gniewu i smutku.

9.I.1961 poniedziałek
Dzisiaj uroczy Jurek Jodko /Jerzy Jodko-Narkiewicz (ur.1936), elektronik. wówczas asystent Politechniki Warszawskiej/ przyniósł radio. Tamten partacz, kuzyn tutejszej fryzjerki, popsuł je tak akuratnie, że połamała się jakaś płytka i pękła cewka. Niestety, młody Jodko nie mógł nigdzie dostać tych części. Fabryki dają je tylko dla punktów obsługi radiotelewizyjnej, a te nie chcą ich odsprzedawać, gdyż to ich główny atut, że je mają. Młody Jodko więc sam wszystko połatał, pokleił, polutował i radio gra teraz, jak nigdy nie grało, nawet zaraz po kupieniu. Ale mówi, że to nie jest mocne i trzeba się liczyć z tym, że zawsze może znowu nawalić.
Kiedy zapytałam, ile mu jestem winna, powiedział: „Osiemdziesiąt złotych”. – „To niemożliwe. Pański poprzednik, od razu powiedział: To będzie kosztowało 180 zł”. Roześmiał się, ale nie chciał przyjąć więcej jak sto zł, czuję się jakbym go oszukała.

12.I.1961 czwartek
O czwartej po południu ksiądz z kolędą. Wikary, młody i śliczny chłopiec – ksiądz Eugeniusz /Ks. Eugeniusz Raciborski, w l. 1959-62 wikary parafii Komorów, lubiany przez młodzież; przeniesiony do Łowicza, a później na probostwo do Kiernozi./. „Jak księdza tytułować?” – „Nazywają mnie prefektem”. Już teraz prefekt „in partibus infidelium”, bo szyto-kryto – nie wiadomo, jak i kiedy-lekcje religii w szkołach zostały skasowane.