12.VIII - 29.X.1957

12.VIII.1957 poniedziałek
Odwiedziłam z Tulcią najbliższe sąsiadki: Tolę Pęską (Wiśniowską, była ze mną na pensji Hewelkowej klasę niżej) /wdowa po lekarzu/ i panią Zdziechowską /Cecylia Zdziechowska 1886-1971, wdowa po Tadeuszu Zdziechowskim, dyrektorze oddziału Banku Rolnego w Warszawie (zm. 1952), który należał w l. 1934-35 do inicjatorów wykupu majątku Komorów, założenia osiedla podmiejskiego w Komorowie i połączenia go z Warszawą kolejką elektryczną./.
Cały majątek Komorów był kiedyś zakupiony przez Bank Rolny i w znacznej części rozparcelowany na osiedle podmiejskie, głównie między pracowników Banku Rolnego, w którym zahaczyli się przeważnie uchodźcy spod rewolucji bolszewickiej, dawni ziemianie z kresów, co przywieźli z sobą trochę gotówki. Stąd większość starych domów jest na małą skalę imitacji dworów otoczonych bardzo dużymi ogrodami. Teraz tamci starzy ludzie powymierali (dużo tu wdów), kwaterunek zagęścił liczne pokoje, młode pokolenie dawnych właścicieli pracuje przeważnie w Warszawie, ogrody są z braku pieniędzy zapuszczone. Ku mojemu zmartwieniu dowiedziałam się też, że grunt całego prawie osiedla jest bagnisty, wszędzie blisko woda zaskórna, terenu przed zasiedleniem nie „uzbrojono”, nie przeprowadzono też elementarnych melioracji wodnych. Rolę drenów odegrały częściowo studnie, gdy stopniowo teren się zagospodarowywał. Działka Zdziechowskich jest zdrenowana, co też wpływa na osuszenie dookolnych gruntów.

13.VIII.1957 wtorek
Rano duża robota w ogrodzie, tak że do dziewiątej pracujemy wszystkie cztery. Potem piszę. O wpół do pierwszej składam wizytę najbliższej sąsiadce (z której parku moja działka była przez Jaźwińskiego odkupiona), pani Tenczynowej , wdowie po radcy prawnym Banku Rolnego. Też potwierdza, że wilgoć w moich piwnicach idzie z wody zaskórnej. Tak że ta kosztowna izolacja domu od poziomu do dna fundamentów była kosztem daremnym , bo woda idzie nie z boków, ale spod spodu. Nie wiem co na to poradzić. Mogę stracić tu zdrowie do reszty.
Nie pamiętam, czy zanotowałam, że od pp.Hołyńskich kupiłyśmy szczeniaka, foksteriera. Nazwałyśmy go Dyl od Dyla Sowizdrzała.


Maria Dąbrowska z Dylusiem

Komorów, 13.X.1957 niedziela
Październik wyjaskrawił się bardzo paradnie za wszystkie pory roku. W piątek i sobotę ogrodnik Fiut zaczął jesienne roboty w ogródku, posadziłam w nim kilka sumaków, ofiarowanych przez kierownika szkoły /Henryk Kotoński (1903-1985), nauczyciel. W 1920-21 walczył jako uczeń-ochotnik w WP. Ukończył Wyższy Kurs Nauczycielski i pracował w szkolnictwie. Przed wojną członek SL, podczas okupacji w BCh i ROCH-u (konspiracyjne SL), po wojnie w ZSL. W 1937 z konkursu otrzymał stanowisko kierownika szkoły w Komorowie, którą prowadził do 1972. I jako kierownik szkoły, i jako sąsiad okazywał Dąbrowskiej wiele pomocy. Przewodził społecznemu komitetowi budowy nowej szkoły (oddanej do użytku w 1970),która przybrała Dąbrowską za patronkę; założył Koło Przyjaciół Biblioteki jej imienia. Napisał wspomnienie o Dąbrowskiej („Tygodnik Kulturalny”, 1966, nr21/ z zdziczałego ogrodu koło ich willi i z „lasu sumakowego” koło szkoły. Rośnie ich tam co niemiara, samosiewek, niektóre są już cudnie koralowe. U nas w Russowie to się nazywało „drzewa octowe”. Są to drzewa śliczne, lekkie, o przejrzystym cieniu nie szkodzącym ogrodowi, wyglądają jak drzewa podzwrotnikowe, ale nie mają sztywności palm, całe miękkie i aksamitne. Chcę nimi zastąpić cztery okaleczałe (bo krótko cięte lipy) które zamierzam usunąć. I tak zostaną jeszcze cztery lipy rosnące normalnie.

29.X.1957 wtorek
Wciąż trwa cudna jesienna pogoda i nawet susza. Całe rano siedzę nad artykułem o Konradzie. O drugiej przyjechała p.Hania. a o trzeciej poszłyśmy z nią na spacer do ogrodnika Fiuta, teraz Filkowskiego (uroczyście oznajmił o zmianie nazwiska). Podoba mi się u niego. Widać, że to jest postać gospodarna i taka, co chce do czegoś dojść. Estetyki u niego nie ma, ale widać, że chce wykorzystać każdą piędź ziemi. Szczepi mnóstwo róż, ma dobrze gnojone i obficie rodzące drzewka owocowe.